Dziś przeżywamy 7 rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem. Dzień tej tragedii pamiętam bardzo dobrze. Byłem wtedy wikariuszem parafii św. Michała Archanioła w Miliczu. Można powiedzieć, że w tym czasie byłem nawet pełniącym obowiązki Proboszcza, gdyż właściwy Proboszcz tej parafii był na pielgrzymce poza granicami kraju i Kuria upoważniła mnie do zarządzania parafią.

W tym dniu (sobota) miałem trzy spotkania dla młodzieży przygotowującej się do bierzmowania (I, II i III klasa Gimnazjum). Pierwsze spotkanie tradycyjnie rozpocząłem w kościele o godz. 9.00. Trwało ono ok. 45 minut. Po spotkaniu udałem się do mieszkania na plebanii. Włączyłem telewizor, dokładnie kanał TVN24 (program prowadził redaktor Jarosław Kuźniar) i początkowo usłyszałem o jakiś problemach polskiej załogi (były kłopoty z lądowaniem), później o wypadku, itd. Pomyślałem wtedy, że to jakiś incydent i na pewno nic wielkiego się nie stało, bo w końcu BOR, rządowy samolot – wyjazd wysokiej rangi na czele z Prezydentem RP. Wróciłem do młodzieży na koleje spotkanie i powiedziałem, że trzeba się modlić, gdyż wydarzył się jakiś wypadek z Polską delegacją zmierzającą do Katynia. Dopiero później dotarło do mnie, że wydarzyła się olbrzymia tragedia.

Do parafii przychodzili zszokowani ludzie, którzy prosili o modlitwę i wsparcie. Postanowiłem wtedy, że wieczorem spontanicznie zgromadzimy się w kościele i odprawimy Mszę Świętą. To był po prostu kapłański obowiązek. Być z ludźmi i modlić się z nimi. Jeden z moich parafian, który pracował w firmie pogrzebowej powiedział, że pojedzie karawanem po wioskach należących do parafii i przez specjalnie głośniki ogłosi, że w kościele będzie wieczorem Msza. Oczywiście w tym czasie wybrzmiały parafialne dzwony. Wieczorem zgromadziliśmy się na Mszy Świętej. Wygłosiłem wtedy spontaniczne kazanie, którego początek wg. zapisów był taki:

„Zgromadziliśmy się w naszej parafialnej świątyni w dniu, który będzie pamiętny dla nas Polaków. W dniu, w którym nasza Ojczyzna, Polska po raz kolejny została ciężko doświadczona. Jeszcze nie tak dawno pięć lat temu przeżywaliśmy wielką tragedię odejścia do domu Ojca naszego wielkiego rodaka Jana Pawła II. Dziś pięć lat później przeżywamy ponownie tragedię narodową. Dziś wszyscy pragniemy jednoczyć się wraz z całym narodem w bólu i cierpieniu po katastrofie samolotu z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, Lechem Kaczyńskim, i delegacją na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Wielki ból, żal przepełnia każdego z nas. Pewnie wielu jeszcze nie wierzy w to, co się wydarzyło. Dziś musimy być wszyscy razem. Nie będziemy zwracać uwagi, kto jest z jakiej opcji politycznej, kto sprawuje jaki urząd, nawet kto jest jakiej religii, a może nie jest żadnej. Dziś, jako Polacy pragniemy uświadomić sobie, że nasza Ojczyzna straciła ludzi, którzy pełnili ważne urzędy w naszym kraju. Ludzi, których nie da się tak po prostu zastąpić.

...W Polsce znów nastąpiło zjednoczenie. Przygasły spory, pojawiły się łzy i nastąpiło niezwykłe milczenie. Nastąpiło podobne zjednoczenie jak pięć lat temu po śmierci Papieża Polaka. Gromadziliśmy się wtedy razem, wspólnie płakaliśmy, modliliśmy się i wspólnie przeżywaliśmy żałobę. Dziś jest ponownie. W obliczu wielkiej narodowej tragedii Polacy ponownie zjednoczyli się i chcą razem przeżyć te trudne chwile. Polacy znowu poczuli się odpowiedzialni za swój Naród. Oby te obecnie przeżywane wspólnie chwile, chwile gdzie umiemy się zjednoczyć, nie były tylko krótkimi przerywnikami, aby szybko nie wygasły jak po śmierci Papieża. Oby ponowne doświadczenie, jakie dopuścił na nas Bóg nauczyło nas, że trzeba się wzajemnie szanować, że trzeba się obdarzać miłością nawet, jeżeli między nami pojawiają się różnice”.

* Zdjęcie artykułu z gazety milickiej (kwiecień 2010).

Ks. Łukasz Saczyński

Dodajesz własny komentarz

Styczeń

Brak wpisów.

Luty

Brak wpisów.

Marzec

Brak wpisów.

Kwiecień

Maj

Czerwiec

Lipiec

Brak wpisów.

Sierpień

Brak wpisów.

Wrzesień

Brak wpisów.

Październik

Brak wpisów.

Listopad

Grudzień

Archiwum Na górę